śp. Zofia Kowalów – dopowiedzenie ks. Proboszcza

Ofiarować swoje cierpienie
(dopowiedzenie do homilii pogrzebowych)

Już po pogrzebie śp. Zofii Kowalów pokojarzyłem pewne fakty z ostatnich chwil jej życia. Czuję wewnętrzną potrzebę podzielenia się tym. Kiedy śp. Zosia była jeszcze w szpitalu rozmawiałem na jej temat z katechistami Drogi Neokatechumenalnej w czasie spotkania na probostwie. Katechiści wskazali mi przykład włoskiej dziewczyny, która miała 18 lat i zachorowała na raka. Choroba zmierzała do śmierci. Dziewczyna była zbuntowana przeciw Bogu, Kościołowi, ludziom, swemu losowi i to w sposób bardzo ostry, stanowczy, wręcz przeklinała swój los. Wreszcie udało się komuś ją przekonać, aby swoje cierpienie ofiarowała za innych, w tym wypadku kleryków przygotowujących się do kapłaństwa. Nastąpiła radykalna przemiana. Odtąd nie tylko pogodziła się z chorobą, ale jej umieranie było świadectwem wielkiej wiary i zaufania Bogu. Do dziś wielu prezbiterów ma jej fotografię w swoich brewiarzach.

Kiedy usłyszałem to opowiadanie postanowiłem następnego dnia od razu z rana pójść do szpitala i porozmawiać na ten temat z Zosią. Bałem się trochę jej reakcji. Opowiedziałem przykład tej młodej Włoszki. Zosia wysłuchała z zainteresowaniem. Podsunąłem jej sugestię by to samo uczyniła – ofiarowała swoje cierpienie za innych. Zapytała w jakich intencjach. Podsunąłem jej sprawę trwających rekolekcji ze Słowem Bożym w naszej parafii, moje rekolekcje w Orzegowie oraz katechezy neokatechumenalne w naszej parafii (byliśmy tuz przed jedną z najważniejszych katechez przed tzw. kerygmatem – obwieszczeniem triumfu Chrystusa nad rozpaczą śmierci).  Chętnie te propozycje przyjęła stwierdzając, że właściwie już się modli za innych i ofiaruje swe cierpienia w tych intencjach. Nie wiem czy właśnie ten moment nie był decydujący w jej przemianie. W szpitalu nie chciała nawet przyjmować gości ze względu na swój wygląd. Potem to się zmieniło. A na Eucharystiach w jej domu i w dniu śmierci towarzyszyło jej kilkanaście osób. Ogromne wrażenie robiła na nas jej pogoda ducha, nieustanne powtarzanie, że jest szczęśliwa jak w niebie oraz  cierpliwość wobec opiekujących się nią sióstr.

Jest w tym jakieś upodobnienie się do Chrystusa ofiarującego się za nas na krzyżu. Dla mnie osobiście jeszcze jeden dowód na to, że Bóg czeka na swych wybranych i pociąga ich do siebie, gdy są gotowi wypełnić Jego wolę do końca. Jakże ważny wzór dla nas wszystkich nie tylko na Wielki Post, ale na całe życie.

Ks. Emanuel Pietryga