Parafia św. Jadwigi w Chorzowie

Spodobało się Bogu zbawić ludzi nie inaczej jak tylko we wspólnocie…

Aktualności Blog Farorza Pielgrzymka Apulia 2026

Pielgrzymka Apulia 2026 – dzień 2

Wyjeżdżamy dość wcześnie rano (czyli o 7.45) do Rawenny. Jest stosunkowo chłodno. Można otworzyć nawet okno w pokoju hotelowym. W ciągu dnia zauważam, że w Chorzowie temperatura sięga 37 stopni Celsjusza, a tutaj mamy tylko 33 stopnie. W drugim dniu pobytu organizm powoli przyzwyczaja się do tutejszej – zdecydowanie większej – wilgotności. Do Rawenny docieramy ok. 11.30. Na parkingu czeka na nas tutejsza przewodniczka pani Basia. Od 30 lat mieszka w Rawennie. Nasza pilotka Agnieszka reklamuje ją jako najbardziej kompetentną, posiadającą wielką wiedzę osobę. Nic nie przesadziła. Byłem już w Rawennie siedem czy osiem razy, a moja wiedza na temat mozaik dzisiaj bardzo się rozszerzyła. Rawenna jest zwana światową stolicą mozaik.

Kiedy wysiadamy, na parkingu rzuca się w oczy fontanna, ozdobiona – a jakże – poskręcanym obeliskiem pokrytym błyszczącą mozaiką. Nawet tabliczki z nazwami ulic są ozdobione mozaikami. Pełno tutaj sklepów, warsztatów, szkół uczących tej trudnej techniki. Przy okazji wędrówki z parkingu do kościołów z mozaikami pani Basia tłumaczy ówczesną technikę kładzenia mozaik. Wykorzystywano szkło kolorowe, marmur i ceramikę wycinając małe kawałki tzw. tessery i układając je pod różnym kątem, by uzyskać efekty świetlne. Złote tessery uzyskiwano zamykając cieniutkie płatki złota między dwiema warstwami szkła. Pani Basia zaznacza, że inaczej wyglądają te mozaiki rano, inaczej wieczorem, w dzień słoneczny czy pochmurny. Są celowo nierówno poukładane, by uzyskać dodatkowy efekt. Tego nie mają np. słynne mozaiki w Wenecji w bazylice św. Marka. Tworzone były 700-800 lat później i także bizantyjscy artyści zatracili już sztukę układania mozaik w stylu raweńskim. W Wenecji mozaiki są położone płasko.

Rawenna okres świetności przeżywała od czasów cesarza Oktawiana Augusta do panowania cesarza cesarstwa wschodniego – Justyniana. August założył port w Classe jako swoją największą morską bazę wojenną. U szczytu potęgi cesarstwa rzymskiego stacjonowało tu aż 240 okrętów. Rawenna leżała wtedy nad morzem. Niedaleko jest ujście Padu – największej rzeki Italii. Wyglądała jak dzisiejsza Wenecja na lagunie. Obecnie zamulenie, niewłaściwa gospodarka człowieka, upadek gospodarczy spowodowały, że morze oddaliło się o kilka kilometrów. Miasto od 402 roku po Chr. było stolicą chylącego się ku upadkowi cesarstwa zachodniorzymskiego. Potem król Ostrogotów Teodoryk uczynił je stolicą swego królestwa, które z kolei podbił cesarz Justynian i ze środkowej Italii uczynił tzw. egzarchat raweński jako swoje przedstawicielstwo. I to w tym czasie powstały mozaiki, które dziś zwiedzimy.

Najpierw idziemy do bazyliki św. Witalisa i znajdującego się tuż obok Mauzoleum Galii Placydy, córki cesarza Teodozjusza Wielkiego. Miała tu zostać pochowana, ale ostatecznie spoczęła gdzie indziej. Mauzoleum ma kształt krzyża – 12 metrów długości i 10 metrów szerokości. Z zewnątrz jest prostą budowlą z cegły. Wewnątrz na ścianach, w lunetach i w małej kopule zachwycające mozaiki. Okna są małe i pokryte alabastrem, co wywołuje tajemniczy półmrok. Mozaiki są w doskonałym stanie. Kiedy wchodzimy na swoje pięć minut (dosłownie tyle mamy czasu na pobyt wewnątrz) odwracamy się i widzimy nad wejściem Chrystusa Dobrego Pasterza karmiącego czule jedną z owieczek z ręki. Wzruszający obraz niezwykłej troski Jezusa o każdego z nas. Można by godzinami kontemplować tę pełną ciepła scenę. Pani Basia zaznacza, że może dwie godziny omawiać mozaiki, które my oglądamy w „cinque minuti”, bo następna grupa już czeka u wejścia. Na kopule widnieje niebo usiane gwiazdami, a w centrum krzyż – symbol Chrystusa, bo wszystko w naszym życiu zmierza do Chrystusa, czyli do raju, do nieba. W rogach nieba symbole czterech ewangelistów (anioł, lew, wół i orzeł). Postacie świętych Apostołów poniżej – na czele z Piotrem i Pawłem – wskazują rękami właśnie na Chrystusa. W kaplicy – mauzoleum znajdują się trzy puste sarkofagi, które przypominają, że nasze życie tutaj się kończy i jest wędrówką do nieba. Przy świętych Apostołach sadzawka z wodą i dwie gołębice gaszące swe pragnienie. To prastary symbol wczesnochrześcijański oznaczający dusze pragnące łaski Boże i czerpiące ze źródła wiary. Jeszcze niżej dwa jelenie czerpiące ze źródła wód niczym katechumeni spragnieni Ewangelii i Bożej nauki. Po jednej stronie to młode jelenie, po drugiej – widać to wyraźnie – starsze. Przez całe życie jesteśmy w szkole Chrystusa i słuchamy Jego słowa. Pokazuje to przedstawiona na mozaice szafa z kodeksami (nie było wtedy jeszcze książek i druku, ale kodeksy, których poszczególne strony zszywano na grzbiecie). Można przeczytać wyraźnie napisy na grzbietach kodeksów. To imiona czterech ewangelistów. Obok św. Wawrzyniec już przy płonącej kracie tuż przed męczeństwem. Był bardzo czczony w Rawennie (istniały tam trzy kościoły pod jego wezwaniem). Kult został oczywiście przeniesiony z Rzymu, gdzie zginął i gdzie do dzisiaj jest wiele kościołów jemu dedykowanych. Gwiazdy, zwłaszcza ich ilość, na półokrągłych lunetach też mają swoje znaczenie. Na jednej z nich niebo ukwiecone gwiazdami na przemian trzy i cztery w rzędzie. „Trzy” bo zawsze ta liczba kojarzy się z Trójcą Św. „Cztery”, bo są cztery ramiona krzyża, cztery kierunki geograficzne. W sumie dają „siedem” – liczbę doskonałą.

Bazylika św. Witalisa (obok mauzoleum) jest zbudowana na planie ośmiokąta. Także baptysterium neoniańskie, które zwiedzimy później, ma taki sam plan architektoniczny. „Ósemka” to symbol wieczności, którą otrzymywał w darze katechumen przygotowujący się do chrztu. Kiedy nastanie ósmy dzień (po tygodniu siedmiodniowym) to będzie to koniec świata – czas powtórnego przyjścia Chrystusa. Mauzoleum, które zwiedzaliśmy, pochodzi z pierwszej połowy V wieku. Znajdująca się tuż obok bazylika św. Witalisa jest późniejsza o 100 lat – z czasów cesarza Justyniana. Swoim kształtem przypomina słynny meczet (kiedyś kościół chrześcijański) Hagia Sohia w Istambule (kiedyś Konstantynopolu) powstały w tym samym czasie. Bazylika Rawennie ma swoje „matroneum”, czyli specjalne miejsca dla kobiet. Tutaj są one na „pierwszym piętrze”. Wszędzie powtarza się motyw liczby trzy – na część Trójcy św. Dlaczego? Otóż przed Justynianem Rawenną władał król Ostrogotów Teodoryk, który był arianinem – heretykiem nieuznającym bóstwa Chrystusa i tym samym jego równości z Bogiem Ojcem, a więc także nauki o Trójcy Św. Stąd to uporczywe powtarzanie trójek. Trzy okna w absydzie prezbiterium (podobnie mamy w naszym kościele jadwiżańskim) i na łuku tęczowym nad absydą. Prezbiterium „przebijają” dwie kolumny z prawej i lewej strony i także po dwie kolumny wyżej „na piętrze”. A dwie kolumny w murze tworzą trzy przestrzenie wokół siebie. Prawdziwym skarbcem jest prezbiterium. W centrum jest tronujący Chrystus z dwoma aniołami i dwoma świętymi – Witalis (patron bazyliki) i biskup Eklezjusz (jej fundator). Poniżej po lewej cesarz Justynian ze swoim dworem, trzymający chleb na ofiarę eucharystyczną, a po przeciwnej stronie jego żona Teodora – osławiona skandalami – trzymająca kielich z winem do Mszy św. Teodora jest bardzo bogato ubrana w cesarskie szaty ze złotą aureolą. Nie oznacza ona w tym momencie świętości, ale podkreśla boskie pochodzenie władzy. Na bocznych ścianach prezbiterium z jednej strony historia Abrahama, który przyjmuje Boga w osobie trzech aniołów zwiastujących mu narodzenie Izaaka, a obok ofiara z Izaaka. Powyżej Mojżesz jako młodzieniec przyjmujący na Synaju Boże Prawo nie w formie tablic kamiennych, ale zwoju (nawiązanie do słynnego kodeksu praw Justyniana z 529 roku). Z drugiej strony Jeremiasz. Po przeciwnej stronie ofiary Abla i Melchizedeka połączone wspólnym ołtarzem eucharystycznym, a nieco wyżej powtórzony Mojżesz jako pasterz trzody swego teścia kapłana Madianitów i jako zdejmujący sandały na świętej górze Horeb. Na sklepieniu pomiędzy ścianami prezbiterium Chrystus jako baranek paschalny, a wokół 27 gwiazd (3 do potęgi 3). Na spodniej stronie łuku tęczowego wizerunek Chrystusa i 14 apostołów. Okazuje się, że do „12” dołączono św. Gerwazego i Protazego patronów Mediolanu, jako rzekomo krewnych św. Witalisa patrona świątyni. I to wszystko ma prawie 1500 lat. Ciągle piękne, wyraziste, doskonale zachowane, niezwykle barwne. Jestem bardzo wdzięczny, że biuro Verotravel dołączyło Rawennę do naszej pielgrzymki, mimo że w tytule i jako główny punkt programu mamy Apulię.

Kolejnym punktem zwiedzania jest baptysterium neoniańskie (od imienia biskupa Neona). To najstarszy zabytek Rawenny. Współistniało z baptysterium ariańskim, które powstało za czasów ariańskiego króla Teodoryka. Zbudowane jest na planie ośmiokąta. Nad dużym basenem chrzcielnym u góry widnieje mozaika przedstawiająca chrzest Jezusa w Jordanie. Jezus uświęcił wody naszego chrztu i patronuje nam z góry w czasie chrztu św. Niestety dzieło nie jest do końca oryginalne, bo na początku XIX wieku niejaki Felice Kibel zmienił fragment mozaiki, wkładając w dłoń Jana Chrzciciela naczynie, podczas gdy pierwotnie Jan tylko wznosił rękę nabierając w nią wodę. Podobnie w następnej bazylice – San Apolinare Nuovo – zmienił nakrycia głowy trzech króli z koron na „czapeczki” (w stylu smerfów). Nie wiadomo do końca kto mu na to pozwolił. Nie wiadomo do końca kto mu na to pozwolił. Jego nazwisko z wyraźną dezaprobatą wymienia nasza znakomita przewodniczka, pochodząca z Tychów – „pokiblował” sobie do woli. Ale obecnie postanowiono już nie naruszać mozaik i pozostawiono je w zniekształconej przez Kibela formie. Okrągłe sklepienie w baptysterium „podtrzymują” apostołowie na czele z Piotrem i Pawłem. Poniżej są puste trony, które czekają już na nowo ochrzczonych.

W czwartym zwiedzanym kościele – San Apolinare Nuovo – zbudowanym nie według tradycji bizantyjskiej, ale rzymskiej – jako trójnawowa świątynia zwieńczona półokrągłą absydą – uderza w oczy ciąg świętych dziewic po lewej stronie zmierzających do Matki Bożej z Chrystusem na rękach. Na ich czele idą trzech królowie (w śmiesznych czapeczkach). Na końcu korowodu widać port Classe ze statkami i wyraźnie widocznymi za murami Rawenny baptysteriami – ariańskim i ortodoksyjnym (neoniańskim). Po drugiej stronie zilustrowano Palatium, czyli pałac cesarski, na którym widać „poprawki” – usunięto heretyckiego króla Teodoryka i jego dworzan. Na kolumnach pozostały palce, ręka i przedramię postaci zasłoniętych przez kotary. Postaci pod gzymsem z prawej stronie to święci mężczyźni zdążający do Chrystusa. Tym razem korowód otwiera św. Marcin w złotej szacie. U góry kolejni święci, cykl 13 cudów Jezusa i cykl przedstawiający mękę naszego Pana. Pytam panią Basię jeszcze o charakterystyczne okrągłe wieże, tylko tu spotykane. Odpowiada, że to jest właśnie cechą stylu raweńskiego tylko tutaj występującego.

Dzień kończymy w kościele Madonny in Porto. Duszpasterzują tutaj ojcowie paulini. Czczona jest tutaj od wieków Madonna Grecka – płaskorzeźba tak nazwana ze względu na nawiązanie do najlepszych tradycji greckiej sztuki rzeźbiarskiej i ze względu na ubiór grecki. Kazanie wygłasza po hiszpańsku nasz Fredi. Na szczęście mamy na pielgrzymce Wiolę, znakomicie władającą tym językiem. Dzisiejszą Ewangelię (Mt 10, 37-42) Fredi skomentował w trzech punktach. Po pierwsze – służymy przede wszystkim Panu Bogu, który jest ważniejszy niż więzi rodzinne i małżeńskie. Po drugie – trzeba być wiernym Bogu za cenę wszelkich krzyży na nas spadających. A po trzecie – trzeba być wiernym drugiemu człowiekowi i służyć mu tym, co się ma.

Po czterech godzinach wędrówki śladami mozaik jesteśmy bardzo zmęczeni, spoceni i każda chwila w klimatyzowanym autobusie jest prawdziwa ulgą. Udajemy się na nocleg do Rimini miejscowości wybitnie wypoczynkowej, ale też nie pozbawionej pozostałości po starożytnym cesarstwie rzymskim.