Parafia św. Jadwigi w Chorzowie

Spodobało się Bogu zbawić ludzi nie inaczej jak tylko we wspólnocie…

Aktualności Blog Farorza Pielgrzymka Apulia 2026

Pielgrzymka Apulia 2026 – dzień 3

Wczoraj niektórzy mieli jeszcze trochę sił na spacer po plaży i kąpiel w Adriatyku. Wszak byliśmy w słynnym kurorcie Rimini, w hotelu 200 m od plaży. Woda wręcz się „gotowała” – jak skomentowała nasza pilotka pani Agnieszka. Ja nie miałem najmniejszej ochoty na wychodzenie z doskonale klimatyzowanego pokoju hotelowego. Temperatura w pomieszczeniach 25-26 stopni przy upale na zewnątrz zapewnia chłodzenie, ale nie marznięcie. Taka jest zresztą zasada we Włoszech, co mogłem to zaobserwować np. w czasie jazdy pociągami, kiedy temperatura na zewnątrz i wewnątrz wagonu jest pokazywana na ekranach monitorów. Jest przyjemnie – chłodno, ale nie mroźno, jak to bywa czasem u nas, kiedy przy temperaturach powyżej 30 stopni nastawia się klimatyzację na 19 lub 20 stopni.

Tuż po dziesiątej dojeżdżamy do Loreto, a konkretnie na wzgórze (widoczne z autostrady), na którym stoi potężna bazylika kryjąca największy skarb – Santa Casa (Święty Dom). Bazylika powstała z inicjatywy papieża Juliusza II (1503-1513), a została konsekrowana przez papieża Sykstusa V (1570-1575). Okazały pomnik tego ostatniego postawiony jest tuż przed świątynią. Idąc z parkingu mijamy pomnik św. Jana XXIII, który pielgrzymował do Loreto, podobnie jak św. Jan Paweł II. Jego pomnik znajduje się przy tarasie widokowym nad cmentarzem polskich żołnierzy z II Korpusu generała Władysława Andresa. Jan Paweł II pielgrzymował do Loreto aż 5 razy w ciągu swego pontyfikatu (uwieczniono ten fakt na cokole pomnika). Na wspomnianym cmentarzu pochowanych jest 1080 polskich żołnierzy, którzy zginęli w walce z hitlerowcami w kampanii włoskiej w 1944 roku (jest ich tu więcej niż na Monte Casino).

Najcenniejszą „relikwią” bazyliki jest domek z Nazaretu, pięknie obudowany renesansowymi rzeźbami. W jaki sposób się tu znalazł? Legenda mówi o aniołach, którzy go przenieśli w to miejsce (jedna z płaskorzeźb na zewnątrz plastycznie to ukazuje). Bliższa prawdy wydaje się interpretacja, że to Angeli go przenieśli, jak podają średniowieczne kroniki. Angeli to nazwisko, ííktóre – nomen omen – oznacza „anioły”, stąd mogła się wziąć legenda o aniołach przenoszących domek. Pewne jest, że kamienie i sposób robienia zaprawy absolutnie nie przystają do tych ziem. Co więcej – wiek kamieni i zaprawy wskazuje na czasy rzymskie – ok. 2 tysiące lat temu. Wchodzimy w ciszy na modlitwę osobistą do domku – kaplicy. W centrum znajduje się cudowna figurka Matki Bożej Loretańskiej. Jest czarna, ma wysadzaną kamieniami złotą szatę, w którą wraz z Jezusem „owinięta” została aż po szyję. Madonna Loretańska to patronka lotników. Może dlatego, że w czasie wojny bazylika została barbarzyńsko zbombardowana przez hitlerowców. Bomby przebiły ogromną kopułę i choć nie wybuchły, spowodowały pożar. Gasili go m.in. żołnierze Andersa. Zdarzenie zostało uwiecznione na witrażu w bazylice, w kaplicy polskiej ozdobionej ogromnymi malowidłami ilustrującymi dwa sukcesy polskiego oręża: odsiecz wiedeńską z 1683 roku i cud nad Wisłą z 1920 roku.

Domek Nazaretański ozdabiali z zewnątrz wybitni artyści włoskiego renesansu. Zewnętrzny cykl płaskorzeźb zaprojektował sam Donato Bramante (m.in. pierwszy architekt nowej bazyliki watykańskiej). Rzeźby wykonywał m.in. Andrea Sansovino. W bazylice znajdują się freski Melozza da Forlí, Luki Signorellego, Domenichina czy obraz ś Krzysztofa (ze św. Rochem i św. Sebastianem) autorstwa Lorenza Lotto.

Po południu jedziemy do Manoppello – do sanktuarium Świętego Oblicza. Tam rozpoczynamy od Eucharystii o 15.00. Dawno tak nie byłem zlany potem, jak w czasie tej krótkiej liturgii. Było tak duszno, że miłosierne pątniczki z naszej grupy podchodziły, by nas kapłanów trochę powachlować, dać odrobinę ulgi.

Święty wizerunek znajduje się w Manoppello od XVII wieku. Legenda głosi, że tajemniczy gość przyniósł go pewnemu szlachcicowi, zostawił i nagle zniknął. Miało to miejsce w 1506 roku. Początkowo płótno było w prywatnych rękach. Później weszło w posiadanie kapucynów, którzy opiekują się sanktuarium do dziś. Twarz Chrystusa jest „odbita” na bardzo drogiej, niezwykle delikatnej tkaninie zwanej bisiorem morskim. Płótno jest tak cienkie, że wizerunek tak samo wygląda z przodu, kiedy się wchodzi do bazyliki, jak i z tyłu, kiedy po schodach można wejść powyżej ołtarza i zobaczyć go z bardzo bliska. Na takiej tkaninie nie można malować – żadne farby się jej nie imają. „Nie ręką ludzką uczyniony” stwierdzają nawet uczeni, bezradni wobec prób wyjaśnienia powstania wizerunku. Bisior jest wytwarzany ze specjalnej odmiany małży łowionych u wybrzeży Sardynii.

W małym muzeum za bazyliką, w gablocie, można zobaczyć te małże i zdjęcie ilustrujące, jak „wyciąga się” z nich czy raczej „snuje” nitki tego bisioru. Jeden centymetr kwadratowy tkaniny składa się z 26 drobnych nici poprzeplatanych ze sobą. Co więcej, wizerunek z Manoppello zgadza się z wizerunkiem twarzy Chrystusa z Całunu Turyńskiego i z chusty z Oviedo. We wspomnianym muzeum odtworzono na pleksi wizerunki, które można samemu przesuwać i nakładać na siebie. Zadziwiająca jest zgodność – odległość źrenic od siebie, opuchnięta z jednej strony twarz, wielkość, owalny kształt, asymetryczność itp. szczegóły. Tkanina zwana po włosku Santo Volto jest niewielka – ma 24 cm na 17,5 cm, ale jest pięknie wyeksponowana, kiedy wchodzi się do bazyliki.

Pamiętam moją pierwszą wizytę w tym miejscu – razem z Tadkiem i Ewą Kostoniami. Weszliśmy do kościoła. Nikogo nie było. Wspięliśmy się na schody za ołtarzem. Okazało się, że jednak nie byliśmy sami. Była tam s. Blandyna Paschalis – niemiecka zakonnica, która życie poświęciła propagowaniu kultu Volto Santo. Widząc, że pobożnie uklęknęliśmy, zaczęła nam podświetlać i gasić specjalne oświetlenie boczne wizerunku. Odnieśliśmy wrażenie, że Pan Jezus zaczął do nas mrugać. Patrzyliśmy z zachwytem i wzruszeniem. Jezus patrzy na nas tak, jak w pięknej modlitwie papieża Benedykta XVI, którą odmówił na jubileusz 500-lecia pobytu wizerunku w Manoppello. Odwiedził wtedy sanktuarium i sam ułożył poniższą modlitwę:

Panie Jezu, ukaż nam, prosimy Twoje wciąż nowe oblicze – tajemnicze zwierciadło nieskończonego Bożego miłosierdzia. Pozwól, byśmy je kontemplowali oczyma rozumu i serca: ludzkie oblicze Boga, który wszedł w historię by odsłonić horyzonty wieczności. Milczące oblicze Jezusa cierpiącego i zmartwychwstałego, które zmienia serce i życie, gdy zostaje umiłowane i przyjęte. Z Twoich oczu, które patrzą łagodnie i ze współczuciem, chcemy czerpać siłę miłości i pokoju, by znaleźć drogę życia i odwagę do naśladowania Ciebie bez lęku i kompromisów: byśmy się stawali świadkami Twojej Ewangelii okazując gościnność, miłość i przebaczenie. Święte Oblicze Chrystusa, światło, które rozprasza mroki zwątpienia i smutku,

Życie, które na zawsze zwyciężyło potęgę zła i śmierci, tajemnicze spojrzenie, które nieustannie ogarnia ludy i narody, oblicze kryjące się pod postaciami eucharystycznymi i w spojrzeniu tych, którzy żyją obok nas, uczyń nas w tym świecie Bożymi pielgrzymami, spragnionymi nieskończoności i gotowymi na spotkanie ostatniego dnia, kiedy ujrzymy Cię, Panie, twarzą w twarz i będziemy mogli kontemplować Cię na wieki w chwale nieba. Amen. (1 września 2006 roku, papież Benedykt XVI – Manoppello)

Bardzo ciekawą osobę przedstawia nam nasza pilotka nasza pilotka Agnieszka. Opowiada historię kapucyna Domenica da Cese (1905-1978). Gdy miał 9 lat, po lekcji w szkole na temat trzęsienia ziemi, oświadczył nauczycielowi i swoim kolegom, że jutro będzie trzęsienie ziemi w ich miejscowości. Okazało się, że był prorokiem. Sam został przywalony gruzami budynku, ale przeżył pod gruzami trzy dni. Po odkopaniu stwierdził, że był z nim mężczyzna, który podtrzymywał potężny głaz nad nim i umożliwił mu ocalenie. Potraktowano tę relację jako majaczenie w związku z głodem, który odczuwał. Po latach wszedł do bazyliki w Manoppello, spojrzał na twarz Jezusa i stwierdził, że to ten sam mężczyzna, który uchronił go od śmierci. Został kapucynem, wielkim propagatorem kultu Świętego Oblicza. To dzięki niemu Święte Oblicze z Manoppello wyszło z wielowiekowego zapomnienia i stało się znane na całym świecie. O. Domenico przyjaźnił się z o. Pio i tak jak on został słynnym spowiednikiem. Przyciągał do Boga wiele dusz. Jego proces beatyfikacyjny zaczął się w 2015 roku.