Pielgrzymka Jubileuszowa Rzym 2025 – dzień 7
Dziś środa, a więc audiencja generalna z papieżem Leonem. Takich tłumów jak wczoraj w Bazylice Matki Bożej Śnieżnej nigdy nie widziałem. Trzeba było czekać w kolejce do przejścia przez święte drzwi otwierane tylko w roku jubileuszowym. Następny będzie w 2033 roku – 2000 lat dzieła odkupienia. Starsi pamiętają, że św. Jan Paweł II w 1983 roku też ogłosił jubileusz 1950 lat od śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Ale czas w kolejce nie musi być zmarnowany. Rozmawiamy z Polakami, którzy przylecieli samolotem do Rzymu tylko na cztery dni jubileuszu archidiecezji wraz z biskupami. Skąd jesteście? Pytają. Odpowiadam, że z Chorzowa. Jeden pan mówi: „A kojarzę! W Chorzowie jest taki proboszcz Emanuel. Mam nawet jego książkę.” „Co pan mówi? Naprawdę? A przynajmniej przeczytał pan?” „Oczywiście!” – pada odpowiedź. Takie to sobie dialogi prowadziliśmy w kolejce do Drzwi Świętych starożytnej bazyliki, która – od papieża Liberiusza – zwana jest także Basilica Liberiana. A propos Drzwi Świętych. Nad nimi – jak w każdej bazylice – jest duży napis „Porta Sancta” (dosłownie „drzwi święte”). Na dwóch skrzydłach metalowych są wspomniane i zobrazowane dwa sobory powszechne. Efeski w 431 r. po Chrystusie – i napis „Mater Dei” (Matka Boga) i Watykański II – data zakończenia 1965 i napis Mater Ecclesiae (Matka Kościoła). Skoro Maryja jest Matką Boga Jezusa Chrystusa, a Ten jest Głową Kościoła to jest Ona także Matką Kościoła. Na prośbę biskupów polskich na czele z bł. Kard. Stefanem Wyszyńskim św. Paweł VI ogłosił, a ściśle biorąc potwierdził wyznawaną od wieków wiarę Kościoła, że Maryja jest jego Matką. W centrum Drzwi Świętych jest rzeźba Maryi z Dzieciątkiem, które ma mocno wypolerowaną przez pielgrzymów nóżkę. Dzisiaj oczywiście czasu na „polerowanie” stopy Pana Jezusa nie ma. Ani czasu, ani możliwości w tak wielkim tłumie wiernych. Ciekawy jest także w tej bazylice grób Gian Lorenzo Berniniego wielkiego artysty, rzeźbiarza i architekta (także malarza). Pochodził z Neapolu, ale pracował cały czas w Rzymie. W bazylice Matki Bożej kazał się pochować wniezwykle oryginalnie – pod stopniem marmurowego schodu prowadzącego do ołtarza papieskiego. Właściwie na tym schodku jest tylko napis łaciński: Joannes Laurentius Bernini Decus Artium et Urbis Hic Humiliter Quiescit. Moje tłumaczenie: Jan Wawrzyniec Bernini, wspaniały artysta miasta tutaj pokornie jest pochowany.
Dzisiaj udajemy się na audiencję z papieżem Leonem. Staramy się być dość wcześnie, ale plac św. Piotra jest już szczelnie wypełniony. Jak się później okazało na audiencji było ok. 60 tysięcy ludzi. Po szukaniu „krótszych” kolejek w końcu doszliśmy ok. 50 m od granicy państwa watykańskiego (otwarta część kolumnady Berniniego, czwarty, najbardziej zewnętrzny rząd kolumn wyznacza tę granicę). Ks. Grzegorz z kilkoma osobami trafił po drugiej stronie placu od wejścia do auli papieża Pawła VI na krótszą kolejkę i wszedł na sam plac. My skapitulowaliśmy i po chwili z radością okazało się, że papież Leon niczym Jan Paweł II za najlepszych czasów wyjeżdża poza plac właśnie obok nas. Robiliśmy zdjęcia z 3-4 metrów od papamobile. Obok nas przejechał nawet dwukrotnie na via Conciliazione (przy pierwszych latarniach musiał zawrócić). Jedna z uczestniczek weszła na stronę Vatican News i nawet mogliśmy na bieżąco słuchać katechezy papieża w tłumaczeniu polskim opartej na kilku zdaniach z 10 rozdziału Jana zaczynającego się od słów: Ja jestem bramą owiec” (Jan 10, 7-10).
Po audiencji ruszyliśmy „Drogą Pojednania” (Conciliazione”) wytyczoną po układach lateraneńskich z rządem włoskim w 1929 roku, przez Mussoliniego. Dalej przeszliśmy obok Zamku Anioła (dawniej Mauzoleum Hadriana cesarza) i mostem Anioła z pięknymi kopiami aniołów wyrzeźbionych przez Berniniego. Ponoć papież stwierdził, że są tak piękne, że szkoda żeby ozdabiały tylko most i zastąpiono je kopiami. Anioły trzymają w rękach symbole męki Pana Jezusa. Kolumnę biczowania, bicz, koronę cierniową, chustę Weroniki, młotek i gwoździe, tabliczkę z napisem „winy” i in. Udajemy się na najpiękniejszy z placów Rzymu -Piazza Navona. Zachowuje kształt dawnego Cyrku Domicjana – cesarza. Nawet widać to we włoskiej nazwie – Stadio Domiziano. Zdobią go trzy wspaniałe fontanny. W środku największa czterech rzek (Quatro Fiumi) autorstwa Berniniego, choć postawiona w czasach papieża Innocentego X, który faworyzował Borrominiego. Jak Bernini „wygrał przetarg” na fontannę? Oczywiście przez kobietę Olimpię, krewną papieża, która miała na niego wielki wpływ. Borromini zbudował fasadę kościoła św. Agnieszki in Agone na tym placu, która pięknie dominuje nad całością i także jest jego piękną ozdobą. Agone w tym wypadku oznacza nie „agonię” jak przez wiele lat myślałem, ale zawody sportowe, zapaśnicze, które się tu odbywały. Św. Agnieszka na tym placu poniosła śmierć męczeńską. Zdarto z niej szaty i – wg legendy – włosy cudownie odrosły i zakryły jej nagość. W tym kościele jest jej czaszka, a ciało złożono przy via Nomentana w kościele Agnieszki za murami. Potem przy Panteonie, jedynej zachowanej w całości świątyni ze starożytnego Rzymu (tylko dlatego jej nie rozebrano na inne kościoły, bo uczyniono ją samą kościołem chrześcijańskim). Michał Anioł mówił o Panteonie, że chyba bogowie go zbudowali. Ze względu na szacunek dla inżynierów starożytnych średnicę swoje kopuły na Bazylice św. Piotra uczynił o pół metra mniejszą (średnica kopuły Panteonu to 43 m).Jedynym oknem i źródłem światła jest oculus w środku czyli okrąg bez szyb, który ma 9 m średnicy. Jak pada deszcz, czasem raz na kilkadziesiąt lat ś nieg to wpadają do wnętrza i są usuwane przez system otworów ściekowych. Po przerwie na pizzę, lody z lodziarni Palma (jest tam 150 lodowych smaków) i najlepszym tiramisu w mieście z cukierni na Via Governo Vecchio zdobywamy jeszcze fontannę di Trevi i Schody Hiszpańskie. Tyle udało się nam zobaczyć między końcem audiencji ok. 11.30, a dojazdem na mszę na Lateran o 15.30.
Piękne spotkanie za bramą San Giovani, gdy wysiedliśmy z metra A na stacji San Giovani czyli św. Jan. Grupa pielgrzymów przed nami, a właściwie kilka grup, które wysiadły widocznie z autokaru przy drodze wiodącej do innej słynnej bazyliki Santa Croce in Gerusalemme (Świętego Krzyża w Jerozolimie). Patrzymy dokładniej, a okazało się że to grupa z naszymi biskupami: arcybiskupem Andrzejem, biskupami pomocniczymi Markiem, Adamem i Grzegorzem. Ostatni odcinek pielgrzymki do Lateranu – Matki i Głowy Wszystkich Kościołów Miasta i Świata – jak głosi uroczysty napis na fasadzie kościoła odbyliśmy pod „przewodnictwem” naszych biskupów. Co odważniejsze kobiety z naszej grupy poprosiły o zdjęcie arcybiskupa Andrzeja. Dobra okazja to nawet stanie kilka minut na czerwonym świetle czy trochę więcej w kolejce do bramek bezpieczeństwa. Na Lateranie było zdecydowanie mniej ludzi niż w Maria Maggiore. Nasza przewodniczka po Rzymie pani Monika uświadamia nam, że tak jest od czasu śmierci papieża Franciszka i pochowaniu go u Matki Bożej. Przed Drzwiami Świętymi ks. Arcybiskup zaproponował modlitwę i wyznanie wiary. Podałem mu nasz nadajnik i skorzystał z naszego „nagłośnienia”. Uczestnicy tylko naszej pielgrzymki mieli wyjątkową okazję do wspólnej modlitwy tuż przed Świętym Drzwiami bazyliki. Wyznaliśmy wspólnie wiarę, odmówiliśmy Ojcze nasz przepisane dla zyskania odpustu zupełnego i po krótkim komentarzu naszego Pasterza w ciszy i skupienia przekroczyliśmy Porta Sancta. Na nich też jest Matka Boża z Dzieciątkiem i tak jak w Maria Maggiore stópka Dzieciątka jest mocno błyszcząca. Przed Eucharystią wyjeżdżamy kredens z wszystkimi rzeczami potrzebnymi na Mszę. Kredens jest na kółkach i ks. Wojtek m. in. towarzyszy w eskortowaniu go do prezbiterium. Eucharystii przewodniczy ks. Arcybiskup, ale kazanie dzisiaj ma biskup Adam – w latach 1994-98 wikary naszej parafii. Skoro mamy też czynnych biskupów to – widocznie „szef” zaproponował każdy dzień czterech dni pielgrzymowania poszczególnym współpracownikom. Biskup Adam nas zaskoczył. Podzielił się osobistym świadectwem. W 2000 roku Wielkiego Jubileuszu Kościoła pielgrzymował z kilkoma przyjaciółmi do Rzymu busikiem Volkswagenem. Jakież było ich zdziwienie, gdy po zwiedzeniu katakumb św. Kaliksta okazało się, że samochodu nie ma. Został ukradziony wraz z wszystkimi rzeczami i bagażami. Nocowali bowiem pod namiotami na campingach i wszystkie rzeczy mieli w samochodzie. Bp Adam , wtedy młody ksiądz 6 lat po święceniach, został tylko z plecakiem z kapłańską albą i Oremusem. Kompletny szok. Wezwani carabinieri stwierdzili, że szansa na odzyskanie samochodu jest znikoma. Bezradni wsiedli do autobusu nie wiedząc dokładnie, gdzie ich zawiezie. Okazało się, że to numer 218 do dziś kursujący na trasie katakumby Kaliksta – Lateran. Skoro dojechali do Lateranu (a był rok święty) postanowili zyskać odpust zupełny i przejść przez Drzwi Święte. Ale to przejście związane jest z przebaczeniem i odmówieniem Ojcze nasz. Taką też intencję wzbudzili w tej bazylice, w której dzisiaj sprawujemy Eucharystię. Bp Adam uświadomił sobie i swoim towarzyszom konieczność takiego przebaczenia złodziejom ich samochodu. Z budki telefonicznej przy bazylice (rok 2000 – nie było jeszcze tak rozpowszechnionych telefonów komórkowych) udało im się cudem skontaktować ze znajomym księdzem pracującym w Watykanie. Ten załatwił im bilety na autobus powrotny do Polski i nocleg u sióstr, które poczęstowały ich włoską kolacją o jakiej nie mogli by wcześniej marzyć (prowiant wozili ze sobą w skradzionym samochodzie). To był początek maja tego roku. Parę tygodni później bp Adam został wezwany na rozmowę z ówczesnym arcybiskupem Damianem Zimoniem. Jakież było jego zdziwienie, gdy ten oświadczył mu, że wysyła go do Rzymu, by zajął się przygotowywaniem dalszego etapu (po etapie diecezjalnym) procesu beatyfikacyjnego sługi Bożego Franciszka Blachnickiego (pisaniem tzw. positio o heroiczności cnót kandydata na ołtarze). Najpierw traumatyczne, bolesne doświadczenie, które przeżywane w duchu chrześcijańskiej wiary owocuje wielkim, niezasłużonym dobrem. Całe życie jesteśmy wezwani – zgodnie z Maryją i w Jej duchu – uczestniczyć w uwielbieniu Boga za wielkie rzeczy, które nam czyni – zakończy swoje świadectwo bp Adam. Po Mszy mamy także okazję do „sesji zdjęciowej” z naszymi biskupami. Robimy zdjęcie zbiorowe na tle fasady i wspomnianego wyżej napisu żegnając się z pięknie dzisiaj podświetloną, błyszcząca złotem bazyliką. Mamy rzadko okazję widzieć tak oświetloną bazylikę na czas liturgii. Zwykle jak wchodziłem do niej to była raczej ciemna, zwłaszcza w pochmurne dni. Bazylika, choć mocno przerobiona w 1650 roku w duchu baroku przez Francesca Borrominiego (rywala Berniniego) jest świadkiem pięciu soborów powszechnych. Była i jest kościołem katedralnym diecezji rzymskiej. Tu, przy niej urzędowali papieże aż do niewoli awiniońskiej w 1307 roku. Po powrocie z niewoli (1370 rok) zastali bazylikę „obu Janów” (Ewangelisty i Chrzciciela) w tak złym stanie, że przenieśli się do Watykanu. Ale pozostaje ona kościołem Biskupa Rzymu, jakim jest każdorazowy papież. Wspaniała mozaika w absydzie, gotyckie cyborium (od cibo – jeść, spożywać) nad ołtarzem, fresk Giotta ukazujący papieża Bonifacego VIII ogłaszającego pierwszy rok jubileuszowy w 1300 roku, wspaniałe, stare, z XIII wieku krużganki ozdobione różnego rodzaju kolumienkami (w naszym starym ołtarzu jadwiżańskim też są – nie tak cenne – kolumienki inkrustowane fragmentami mozaik, „poskręcane” i in), a przede wszystkim stare baptysterium w którym ochrzczono w ciągu wieków miliony chrześcijan – to tylko niektóre zabytki Lateranu. Baptysterium ma kształt ośmiokąta co wyznaczyło kierunek architektoniczny dla podobnych budowli na całym świecie. Oczywiście nie można pominąć Świętych Schodów, które przywieziono z Jerozolimy i które przechodzi się tylko na kolanach. Mieliśmy w planie te schody, ale ze względu na opóźnienie Mszy św. (kilka grup nie z własnej winy spóźniło się na Eucharystię) wypadły z planu.














