Celem dzisiejszej wyprawy jest Valletta – aktualna (od 1571 roku) stolica Malty. Nazwa pochodzi od Wielkiego Mistrza Joannitów Jeana de la Valette (był nim w latach 1557-1568). Dlaczego nazwę stolicy pisze się przez dwa „l”, a nazwisko budowniczego-założyciela przez jedno „l”? Nawet nasz dzisiejszy pilot-przewodnik Dawid (wnuk p. Tadeusza, który musiał nas opuścić ze względów zdrowotnych) nie potrafił tego wyjaśnić. Jedziemy wzdłuż północnej linii brzegowej Malty. W krajobrazie przekwitłe agawy, z których w Meksyku robi się różne rzeczy – od materiałów na ubrania (a także na wizerunek Matki Bożej z Guadalupe) aż po mezcal, czyli mocny alkohol. Agawa kwitnie raz w życiu – wystrzela wtedy w górę i tworzy kilkumetrowej wysokości łodygę z kwiatem. Tuż przed zakwitnięciem ma najwięcej cukru w swoim „sercu” i wtedy nadaje się do procesu tworzenia wódki. Potem usycha i czeka na wyrwanie lub zgnicie. U nas w ogrodzie biblijnym jest duża donica z agawą, ale na razie daleko jej do zakwitnięcia.
W Valletcie „lądujemy” na placu z fontanną Trytona. Nazwa myląca. W Rzymie na Piazza Barberini jest fontanna Trytona – mitycznego stwora pół człowieka, pół ryby, który rozpostarty na ogonach czterech delfinów od prawie 4 wieków dmie w muszlę, z której w górę tryska woda (dzieło Berniniego). Tutaj trzy trytony podtrzymują misę z wodą. Wszystkie patrzą na miasto i jego główną bramę.
Historia Valletty jako stolicy związana jest nierozerwalnie z Wielkim Oblężeniem z 1565 roku. Turcy Osmańscy Sulejmana Wspaniałego po zajęciu Cypru, Rodos i wypędzeniu z nich joannitów skierowali ostrze swej ekspansji na Maltę. Joannici spodziewali się ataku i długo się do niego przygotowywali, tworząc fortyfikacje m. in. Fort św. Elmy, który jest na północy cypla półwyspu, na którym znajduje się obecna stolica. Cały półwysep przed oblężeniem był poza tym fortem niezamieszkały. Turcy skierowali na Maltę potężną armadę 181 okrętów z ok. 40 tys. żołnierzy, w tym wiele doborowych jednostek janczarów. Oblężenie trwało ponad cztery miesiące. Turcy zajęli w końcu fort św. Elmy, ale za cenę wielkich strat. We wrześniu do Malty dotarły posiłki. Rozpowszechniono plotkę, że to 10 tys. żołnierzy i sporo żywności. W rzeczywistości było to tylko 1 tys. żołnierzy. Ale „strach ma wielkie oczy”. Turcy stracili (szacuje się) od 10 tys. do 30 tys. ludzi, joannici od jednej trzeciej do prawie połowy swych rycerzy czyli 4-5 tys. ze stanu początkowego prawie 10 tys. Na wieść o odsieczy Turcy najpierw podjęli bitwę, którą przegrali, a potem 11 września 1565 roku ostatecznie się wycofali. Dwieście lat później Wolter pisał: Nie ma nic słynniejszego nad oblężenie Malty. I właśnie po tym oblężeniu wielki mistrz de la Valette podjął decyzję o budowie stolicy. Zbudowano ją niezwykle szybko, zaledwie w 5 lat. Inicjator i budowniczy Valletty nie dożył końca budowy.
Vallettę z trzech stron otacza morze – naturalny bastion, a od strony lądu wyjątkowo szeroka fosa i maksymalnie gruby mur. Zaraz za bramą główną po prawej stronie ruiny teatru królewskiego zwanego też operą królewską, które dalej służą na spektakle. W czasie II wojny światowej teatr został prawie całkowicie zbombardowany. Postanowiono go nie odbudowywać, ale z resztek ruin stworzyć teatr pod gołym niebem. Niedaleko od niego pomnik twórcy miasta – wielkiego mistrza Jeana de la Valette. W jednej ręce trzyma pergamin (zatwierdzone plany miasta?), a drugą opiera na klindze szpady. Dawne pałace wielkich mistrzów zajmują teraz prezydent i premier Malty. Kiedy przechodzimy obok pałacu premiera, wiemy, że go aktualnie nie ma, bo główne drzwi do pałacu są otwarte. Gdy są zamknięte, wiadomo, że premier jest w pałacu.
Vallettę przecina główna ulica Republiki. Od niej odchodzą boczne pod kątem prostym. Siatka ulic niczym w starożytnym mieście rzymskim (albo w Nowym Jorku w czasach współczesnych). Najpierw kierujemy się na punkt widokowy nad morzem – duży placyk otoczony arkadami z łuków półpełnych zwany ogrodami Barraka. Poniżej taras z 8 armatami dawnego typu. Strzelają z nich w południe i o 15.00. Zawsze ładowane są dwie, gdyby jedna nie wystrzeliła. Biorąc pod uwagę ich wiek, nic dziwnego, że może nie wystrzelić. Na wewnętrznym placu punktu widokowego popiersie Churchilla, który ponoć sam wyznaczył jego umiejscowienie, właśnie na Malcie i właśnie w tym miejscu. Zresztą historia II wojny w przedziwny sposób połączyła losy Londynu i Churchilla oraz losy Malty. Tak jak dla Turków w połowie XVI wieku zdobycie Malty miało strategiczne znaczenie dla usiłowania opanowania całego basenu Morza Śródziemnego, to samo strategiczne położenie Malty miało wielkie znaczenie dla Hitlera i Mussoliniego, kampanii Rommla i jego Africa Korps w Afryce północnej. Z kolei straszliwe bombardowania Londynu w 1940 r. miało złamać morale Brytyjczyków. Na Maltę w dwa miesiące 1942 r. spadło więcej bomb niż na Londyn w słynnej bitwie o Anglię. Dawid (nasz przewodnik) mówi nam, że ilość nalotów w czasie jednego dnia w najgorętszym okresie dochodziła nawet do dwunastu. Maltańczycy chronili się w schronach pośpiesznie budowanych lub rozbudowywanych. Wielu z nich zginęło. Ich dzielna obrona wyspy zyskała uznanie króla Jerzego IV, który odznaczył cały naród najwyższym odznaczeniem – krzyżem św. Jerzego. Na filarach punktu widokowego są tablice upamiętniające ofiary minionych wojen, m.in. 13 marynarzy polskiego niszczyciela „Kujawiak”, który zatonął po wejściu na minę, broniąc transportowych statków dowożących zaopatrzenie na wyspę. Z ogrodów Barraka widać pięknie maltańskie Trójmiasto, a właściwie trzy miasta: Birgu, Senglea i Cospicua. Tak jak Valletta końce ich półwyspów zwieńczone są fortami – św. Anioła, św. Michała i Rinella (w Karkali).
Następnie kierujemy się do kościoła św. Pawła Rozbitka. W kościele pełno łuków. Także sklepienie beczkowate. Dlaczego? Bo diabeł lubi chować się po kątach. To ludowe przekonanie wpłynęło na architektów. Najgorzej się ma w kopule, bo „kręci” się dookoła. Można się z tego śmiać, ale kościoły na Malcie są imponujące nie tylko wielkością, ale także bogactwem zdobień, obrazów, ornamentów. Nawet kolumny w prezbiterium otaczane są pięknymi czerwonymi tkaninami, a potężne baldachimy nad ołtarzami głównymi zmieniają kolory w zależności od okresu liturgicznego. Teraz oczywiście dominuje fioletowy. Wszędzie też widać symbole św. Pawła (księga i miecz) oraz wydarzenia przy ognisku po wylądowaniu na Malcie (żmija „wyłaniająca się” z ogniska). Patrząc od ołtarza dostrzegam te symbole nawet na szklanych drzwiach wahadłowych przed głównym wejściem do kościoła. W kościele bardzo czczona jest relikwia nadgarstka św. Pawła. Chyba dlatego, że strząsnął żmiję, która go ukąsiła, do ognia, a w tym przypadku chyba najbardziej pracujemy nadgarstkiem.
Po Mszy idziemy ulicą Republiki podziwiając kamienice, pałace, imponujące gzymsy wieńczące te budowle. Powoli kierujemy się do konkatedry św. Jana Chrzciciela. Dlaczego konkatedra? Bo tytuł katedry przysługuje świątyni pod wezwaniem św. Pawła w Mdinie –dawnej stolicy Malty. Konkatedra robi niesamowite wrażenie. Już na wstępie Dawid informuje nas, że na wystrój zużyto 45 ton czystego 24-karatowego złota. Nigdzie nie widziałem tak „tonącego” w złocie kościoła, choć nie wydaje mi się ten wystrój jakimś kiczem. Ściany, sufit są wyłożone złotem, ale poza tym ozdobione wieloma obrazami Matti Pretiego – słynnego włoskiego mistrza malarstwa. W posadzce ponad 400 sarkofagów, często bajecznie kolorowych. W prezbiterium płaskorzeźba – chrzest Jezusa w Jordanie. W kościele znajduje się 8 kaplic, z których każda poświęcona jest zakonnikom poszczególnych języków (francuski, niemiecki, angielski, włoski, prowansalski, owernijski, aragoński i kastylijski z portugalskim). Czy Polacy byli także wśród joannitów? Oczywiście mogli stać się zakonnikami, ale dołączano ich do najbliższej geograficznie nacji, mianowicie niemieckiej. Szczególna atrakcją konkatedry są obrazy Caravaggia. Ów słynny malarz przebywał na wyspie paręnaście miesięcy, chroniąc się przed wyrokiem papieża za zabójstwo w Rzymie. Stał się nawet kawalerem maltańskim, ale po kłótni i bójce z jednym z braci został uwięziony, a potem uciekł z więzienia na Sycylię. Zostawił w Valletcie dwa obrazy: „Ścięcie św. Jana Chrzciciela” i „Święty Hieronim piszący”. Zwłaszcza ten pierwszy należy do najwybitniejszych obrazów mistrza światłocienia. Pięknie eksponowany, w dużym pomieszczeniu, w głębi na całej ścianie, umiejętnie podświetlony. Służąca czeka już z misą, ktoś zagląda przez kratę więzienia, kobieta towarzysząca egzekucji chwyta się obiema rękami za twarz w geście rozpaczy, nadzorujący urzędnik Heroda pokazuje palcem w dół nakazując wykonanie wyroku, a kat chwyta za włosy Jana, by „oderwać” broczącą krwią głowę tego, który swoim męczeństwem „dał Chrystusowi najpiękniejsze świadectwo”. To właśnie na krwi ze głowy Jana Caravaggio się podpisał. To jedyne jego podpisane dzieło.
Przemierzając stolicę Malty ciągle idziemy ulicami w górę albo w dół (bo miasto leży na wzniesieniach), a chodniki wznoszą się lub opadają małymi szerokimi schodkami, aby mogły się po nich poruszać konie. Także i tutaj pełno balkonów (których zbudowanie jest bardzo drogie – uświadamia nam Dawid). Wskazuje zarazem na jeszcze inne ich znaczenie. Można było z balkonu, delikatnie zza zasłony czy firany, widzieć, kto puka lub kołacze do drzwi samemu nie będąc widzianym.
Na godzinę 14.00 docieramy do podziemnej Valletty – tunelu, który prowadzi nas do Museum Experience. Udajemy się tam na godzinny film o historii Malty od czasów megalitycznych, przez okres fenicki, kartagiński, rzymski, arabski, normański, hiszpański, prawie 258 lat panowania kawalerów maltańskich, dwa lata Francuzów, 164 lata Anglików, aż po czasy współczesne. Niesamowita, burzliwa, a zarazem piękna historia, z której wyrasta współczesne oblicze państwa, gdzie jest 580 tys. mieszkańców, 200 tys. przyjezdnych – pracujących i legalnie przebywających na Malcie (cała obsługa naszego hotelu ma rysy twarzy azjatyckie). Na Malcie nie ma bezdomnych. System monitoringu wyłapie wszystko, łącznie z tym, że ktoś zgłosił zaginięcie laptopa na policję. Na podstawie kamer odtworzono „drogę” laptopa od prawowitego właściciela do tego, który ukradł. Jeszcze tego samego dnia laptop wrócił do właściciela. Ot, specyfika maltańskiej rzeczywistości.



















