Jeszcze trochę dopowiedzeń do wczorajszego dnia. Mszę św. mieliśmy w kościele św. Pawła Rozbitka. Na Malcie jego święto przypada 10 lutego i jest to wielka uroczystość. Dawid pokazał nam ponadnaturalnej wysokości figurę św. Pawła, którą w tym dniu wynosi się w uroczystej procesji z kościoła i chodzi po ulicach miasta. W ogóle świętowanie to mocna strona religijności Maltańczyków. Wszędzie w czasie świąt i Wielkiego Tygodnia w procesjach we wszystkich miastach i miasteczkach obnosi się figury, feretrony, chorągwie. Księża rozstawiają na chodnikach stoliki i sprzedają wino mszalne. Najczęściej procesjom towarzyszą śpiewy, tańce i sztuczne ognie.
Inna ciekawostka dotyczy pomnika królowej Wiktorii (panowała w latach 1837-1901, ale Elżbieta II „pobiła” ją w długości panowania). Tuż przed uzyskaniem przez Maltę niepodległości w 1964 r. odcięto z pomnika królowej dwa palce, z których zwykle czynimy „V” – znak zwycięstwa (łac. victoria). Potem, gwoli sprawiedliwości i zachowania pamiątek z przeszłości, doklejono ucięte palce, ale na pomniku w centrum Valletty widać wyraźnie skutki tej „operacji chirurgicznej”.
Kolory kamienic muszą być białe lub z naturalnego wapienia. Jeśli ktoś fasadę kamienicy wymaluje na inny kolor, może narazić się na karę. Z kolei balkony mogą być kolorowe i w tym przypadku często oznaczają zawody mieszkańców danej kamienicy. Kolor czerwony to symbol rzeźnika, zielony – rzemieślnika, niebieski – rybaka, a żółty rolnika. Wspomniane już przez mnie wszechobecne murki wokół pól, zagród, działek to oczywiście zaznaczenie swej własności (jej granic), a zarazem ochrona przed podkradaniem często cennych tutaj owoców, płodów ziemi. Jeśli chodzi jeszcze o oliwki, to najogólniej są trojakiego rodzaju: zielone, niebieskie i białe. Oliwa z tych białych służy do celów liturgicznych, m.in. na Mszę Krzyżma, kiedy święci się olej namaszczenia i olej krzyżma. Na Malcie nie ma rzek, więc kiedy mijamy jakiś mostek nad „rzeczką”, Dawid wyjaśnia nam, że to sztuczny ciek doprowadzający najpewniej wodę na jakieś pola. Ciekawym, powszechnym zwyczajem Maltańczyków jest grillowanie. Celebruje się je przez długie godziny, najczęściej podczas weekendu. Jednak na grillowanie trzeba mieć pozwolenie. Kosztuje ono tylko 15 euro, ale trzeba formalnie wystąpić o zgodę do odpowiedniego urzędu. Dużej zwierzyny na Malcie nie ma. Największe to dzikie króliki. Fenek (królik w języku maltańskim) to niemal narodowa potrawa Malty. Oprócz kotów i psów, zaliczających się do zwierząt domowych, na niewielu niezagospodarowanych skałach można spotkać liczne jaszczurki czyli dalekie potomkinie dinozaurów i mniej liczne kameleony. Na Malcie prawie nie spotyka się skrzyżowań w naszym pojęciu. Wszędzie dominują ronda, wydatnie usprawniające ruch.
Jeszcze wzmianka z historii o panowaniu Francuzów i końcu panowania joannitów. W 1798 roku Napoleon wylądował na Malcie w drodze do Egiptu, niby w celach pokojowych. Przekupił ówczesnego wielkiego mistrza (także Francuza), joannici oddali wyspę i na trwałe opuścili Maltę. Obecnie siedziba kawalerów maltańskich znajduje się w Rzymie na Awentynie (tam, gdzie Watykan można obserwować przez dziurkę od klucza). Zakon Kawalerów Maltańskich współcześnie istnieje. Ma ok. 10 tys. Członków, prowadzi działalność charytatywną i medyczną – taką, do jakiej pierwotnie był powołany. Francuscy rycerze stanowili w czasach Napoleona najliczniejszą grupę joannitów. Napoleon zajął wyspę oczywiście pod szczytnymi hasłami rewolucji francuskiej: wolność, równość i braterstwo. Szybko Maltańczycy doświadczyli tych „ideałów”, kiedy Francuzi zaczęli grabić kościoły i z wielką niechęcią traktować Kościół. Spowodowało to szybko powstanie przeciw nim, a zaledwie dwa lata później Anglicy pod dowództwem słynnego admirała Nelsona „wyzwolili” Maltę i usadowili się w niej na 164 lata.
Celem pierwszym naszej pielgrzymki jest Marsaxlokk (czyt. Marszaszlok) – wieś rybacka nad dogodną do lądowania obcych najeźdźców zatoką. W tym miejscu na Malcie lądował Sulejman Wspaniały ze swoją armadą w 1565 roku i Napoleon w 1798 roku. Wieś składa się z dwóch osiedli – Marsa i Xlokk, które kiedyś połączono. W sumie i tak daje to ledwie 3 tys. mieszkańców. Osada rybacka, a więc dzisiaj, w sobotę mamy targ rybny. Tutaj w kościele parafialnym Matki Bożej Pompejańskiej gromadzimy się na Eucharystii. Nawet taki kościół na wsi jest bogato zdobiony. Zwieńczenia filarów, ich głowice aż błyszczą złotem, jakby świeżo nałożonym. W centrum prezbiterium obraz Maryi Różańcowej, która lewą ręką daje różaniec św. Katarzynie ze Sieny, a na prawej trzyma Dzieciątko Jezus, które z kolei ofiaruje różaniec św. Dominikowi. W prezbiterium dwa duże obrazy z łacińskimi napisami: „Victrix in arma” (Zwycięscy w walce) przedstawiający papieża ofiarującego różaniec dwom joannitom w zbroi i „Victrix in doctrina” (Zwycięscy w nauce) przedstawiający św. Dominika zwalczającego herezję. Patronem miejscowości jest św. Andrzej Apostoł. Jego krzyż w kształcie litery X figuruje na fladze wsi, a jego pomnik wznosi się nad parasolami restauracji obok kościoła. À propos wsi. Jedyne lotnisko na Malcie położone jest przy wsi. Prawo maltańskie mówi jednoznaczne – nie macie murów miejskich, nie możecie być miastem. Lotnisko jest niewielkie, a pas startowy znajduje się nad tunelem, w którym przebiega droga.
Kolejnym punktem programu miała być możliwość popłynięcia łódką do Błękitnej Groty, jednej z największych atrakcji naturalnych Malty. Od rana wiemy, że tam nie popłyniemy, bo wiatr jest wyjątkowo mocny. Ktoś z przekąsem wczoraj zauważył, że pogoda na dziś to wiatr – nie ma słońca ani chmur na obrazkach prognoz. Podjeżdżamy na punkt widokowy, choć i to było niepewne, bo autobus musiał mieć miejsce na wąskim miejscu parkingowym. Wydawało mi się, że nie ma miejsca i będziemy robić zdjęcia przez szyby autobusu, ale nasz znakomity kierowca wcisnął się między samochody osobowe i na 15 min. mogliśmy wyjść na sesję zdjęciową. Widoki oszałamiające. Klifowe wybrzeże, lazurowa woda rozbijająca się o skały i zdołaliśmy przynajmniej zerknąć z góry na wejście do Błękitnej Groty. Grota ma wysokość 30 m i obwód 90 m. Jej głębiny są ponoć niezwykle błękitne, wzbogacone grą świateł na ścianach i pomarańczową barwą alg morskich. Nasza tutejsza przewodniczka Linda (Koreanka? Japonka? Filipinka?) podpowiada mnie i moim przyjaciołom Basi i Adasiowi, żeby usiąść na murku naprzeciw „bramy wjazdowej” do groty i zrobić zdjęcie na tle słonia (w jej angielskim pojawia się słowo elephant – słoń). Okazuje się, że malowniczy łuk nad wejściem do groty ma kształt trąby słonia. Inną atrakcję podpowiada nam nasz przewodnik Dawid. Na obszernym, w większości naturalnym tarasie, swoje umiejętności prezentuje sokolnik. Jego sokół może być położony na ręce śmiałka. Kiedy wkładam konieczną rękawicę i zaczynam coś głośno mówić, sokół warczy na mnie – wyraźnie niezadowolony. Sokolnik prosi mnie o ciche mówienie. On odchodzi na kilka metrów, a ja stoję z sokołem na ręku. Sokolnik wyjmuje kawałek pożywienia dla sokoła i ten frunie do swego pana, który jednocześnie trzyma mojego smartfona i nagrywa mi piękny film, nawet w zwolnionym tempie. Kiedyś polowano tu z sokołami na króliki. Wielki mistrz joannitów, bohater Wielkiego Oblężenia z 1565 roku, Jean de La Valette właśnie po takim polowaniu nabawił się udaru słonecznego i wkrótce potem zmarł. Z punktu widokowego przy Błękitnej Grocie świetnie widać dwie wysepki: Filfla i Filfloletta, czyli z maltański „Pieprz” i „Pieprzyk”. To niezamieszkałe bardzo małe atole wystające z morza, świetne punkty na ćwiczenia w celności zrzucania bomb na wrogie statki przez samoloty aliantów.
Po czasie wolnym nad samym brzegiem wzburzonego dzisiaj morza udajemy się do najstarszych zabytków Malty – świątyń megalitycznych Hagar Qim i Mnajdra. Hagar Qim odkryto w 1839 roku. Dosłownie nazwa oznacza „Stojące głazy”. Mają 5600 lat. Są starsze niż piramidy egipskie i angielskie budowle Stonehenge. Powstały w czasie epoki kamienia łupanego. Ludzie nie znali brązu, koła czy lin. Jak rzeźbili swoje stojące głazy i stawiali je, nikt do dziś nie wie. Największy ma 6,4 m wysokości i waży 57 ton. Starsi naukowcy nie wykluczają ingerencji jakichś kosmitów. Tym bardziej, że ludzie wtedy byli bardzo niscy (mężczyźni mieli ok. 140 cm, kobiety 120 cm wzrostu). Pewne jest, że nie składano tam ofiar z ludzi tylko ze zwierząt (znaleziono kości tylko zwierzęce). Prawdopodobnie były to świątynie poświęcone bogini płodności. Znaleziona tam figurka (zaledwie 12 cm długości) przedstawia kobietę nienaturalnych kształtów, przy której „rubensowskie kształty” malarza z XVII wieku są bardzo delikatne. Nienaturalne rozbudowane biodra i uda w porównaniu z całym korpusem wg uczonych wskazują na kult płodności w tych miejscach prehistorycznych. Mimo to określa się ją jako „Śpiąca Wenus”. W Hagar Qim i w sąsiedniej świątyni w Mnajdrze spotykamy wreszcie przedstawicieli ogromnej liczby kotów z wyspy. Obciosane nie wiadomo jak i nie wiadomo czym głazy stoją już 5600 lat. Jednak kiedy Fenicjanie tu dotarli ok. 700 lat przed Chrystusem, nie było już tu nikogo, a świątynie popadły w ruinę. Dzisiaj widzimy oczywiście fragmenty budowli, część ścian, jakieś łuki, ołtarze. Na filmie, który nam zaprezentowano, świątynie są przykryte dachem (także kamiennym), choć trudno to sobie wyobrazić. Obie świątynie Hagar Qim i Mjandra są osłonięte potężnym dachem z płótna chroniącym przed niszczącymi wpływami warunków atmosferycznych. Owe sztuczne dachy powodują, że przy świątyniach wieje dziś niezwykle mocno. Na ubikacji w Hagar Qim zobaczyłem ciekawy znaczek. Znak mężczyzny, kobiety i jeszcze trzeci – no właśnie symbol czego – mężczyzno-kobiety? Pół kobiety, pół mężczyzny, jakieś LGTB? I Malta „idzie” z postępem.
Po tej podróży w czasie jedziemy do lasu na Malcie, gdzie zasadniczo nie ma lasów. Buskett Gardens to największy zadrzewiony obszar na wyspie. Ma zaledwie 30 ha (dla porównania – nasz parafialny cmentarz u św. Jadwigi ma 5 ha). Tu mieściła się letnia rezydencja wielkich mistrzów joannitów, a obecnie pałac Verdala zajmuje prezydent Malty. W lesie mnóstwo drzewek pomarańczowych, oliwek, dębów i szarańczynu strąkowego (inna nazwa chleb świętojański czyli strąki, którymi nie mógł się pożywić syn marnotrawny pasący świnie).
Na koniec wstępujemy do Mosty i kościoła rotundy pw. Matki Bożej Wniebowziętej. Wnętrze robi takie wrażenie jak rzymski Panteon. Była budowana tutaj kilka lat przed upadkiem Państwa Kościelnego w Rzymie i dlatego ma dwie małe wieżyczki obok portyku (tak jak wtedy wyglądał Panteon). Państwo włoskie po 1870 roku usunęło twory Berniniego zbudowane za czasów papieża Urbana VIII, by udobruchać rzymian oburzonych z powodu zerwania brązowych płytek z Panteonu na baldachim u św. Piotra i armaty do zamku Anioła. Dawid pokazuje nam na kopule zbudowanej z samych kamieni bez zaprawy miejsce, gdzie w czasie II wojny światowej wpadła półtonowa bomba. W świątyni znajdowało się wtedy ok. 300 osób. Zrzucono właściwie trzy sztuki. Dwie odbiły się od kopuły i spadły obok kościoła, a ta jedna wpadła do środka i – jak pozostałe – nie wybuchła. Mówi się o cudzie bomby. Jej replika jest demonstrowana wewnątrz kościoła. Kościół, a właściwie bazylika, przytłacza swym ogromem. Wewnątrz średnica świątyni i kopuły wynosi 37 m, mury są grube na 9 m, by utrzymać ogromny ciężar kopuły (rzymski Panteon ma mury 6 m grubości, a betonowa kopuła 43 m średnicy). Tym architektonicznym nawiązaniem do starożytności kończymy dzisiejszy dzień naszego pielgrzymowania.

















